sobota, 17 listopada 2012

Rozdział 28.

Perspektywa Louis'a.
Postanowiłem, że wyjdę do fanów, bo nie mogę ich tak po prostu olewać, najpierw jednak chciałem wpaść do chłopaków zobaczyć co takiego robią. Zbliżając się do ich pokoju już dało się słyszeć głośne śmiechy. Bez pukania wszedłem do pomieszczenia i zaraz tego pożałowałem, ponieważ na mojej twarzy wylądowało małe ciastko z kremem. Przez chwilkę byłem nieco zdezorientowany, ale zaraz po tym wybuchłem donośnym śmiechem tak samo jak reszta.
 - Co tu się wyprawia? - Zapytałem ścierając słodką masę z twarzy.
 - To co widzisz. - Zaśmiał się Liam.
 - I beze mnie?
 - Tak jakoś wyszło. - Hazza wytknął język.
 - No niestety zamiast tego musiałem wysłuchiwać kazań Paul'a. - Westchnąłem.
 - Jeżeli to cię jakoś pocieszy to powiem ci, że każdy z nas już to przechodził. - Zayn pokrzepiająco poklepał mnie po ramieniu.
 - Taa.. tylko, że ja przerabiałem to najwięcej razy.
 - Każdemu się zdarza. - Li posłał mi uśmiech.
 - Tak, wiem. Dobra ja idę do fanów przed hotel. - Oznajmiłem chłopakom.
 - Poczekaj pójdę z tobą.! - Wyrwał się Harry.
 - Dobra.
 - Lou.! - Krzyknął Niall.
 - Co? - Zapytałem.
 - Radziłbym ci się najpierw umyć.
 - Racja, zapomniałem. - Uśmiechnąłem się sam do siebie i pomaszerowałem do łazienki chłopaków. Kiedy wyglądałem już normalnie razem z loczkiem poszliśmy w stronę wyjścia. W momencie kiedy fanki nas dostrzegły „rozlała” się fala krzyku co nie było zupełnie żadną nowością. Na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech widząc zadowolenie fanów. Razem z Hazzą podeszliśmy do dziewczyn i zaczęliśmy od rozdawania autografów po robienie sobie zdjęć oraz krótkie wymiany zdań. Oczywiście nie zabrakło pytań co takiego stało się Sam. Nie chciałem tłumaczyć się z mojego nieodpowiedzialnego czynu jednak Styles mnie ubiegł i wszystko wypaplał. Fanki zareagowały na historię śmiechem, ale życzyły również Sami szybkiego powrotu do zdrowia. Kiedy uszczęśliwiliśmy już directioreki pożegnaliśmy się z nimi i wróciliśmy do hotelu. Harry poszedł do swojego pokoju, a ja do swojego, ponieważ pomału musieliśmy szykować się do dalszej podróży. Wchodząc do apartamentu dostrzegłem śpiącą Sami zdecydowanie uśmiechającą się przez sen. Nie mogąc się powstrzymać zrobiłem jej zdjęcie i po chwili ustawiłem sobie na tapecie telefonu. Po cichu podszedłem bliżej łóżka i delikatnie położyłem się obok mojej dziewczyny przyglądając się jej jak najpiękniejszemu dziełu sztuki.
 - Nie gap się tak. - Usłyszałem zaspany głos Sam. 
 - Yyy.. Obudziłem cię? - Zapytałem zdziwiony faktem, że dziewczyna nie spała. 
 - Można tak powiedzieć, ale tylko drzemałam więc nic takiego się nie stało. - Powiedziała już otwierając oczy. 
 - To dobrze. - Uśmiechnąłem się do niej. 
 - Która godzina? - Zapytała po krótkiej ciszy. 
 - Trochę po 15.00.
 - Aha. - Blondynka delikatnie podniosła się na łokciach.
 - Jak tam noga? Nadal boli? - Spytałem troskliwie.
 - Już lepiej.
 - Przepraszam cię Sami. Wiem, że jestem skończonym idiotom i zachowuję się jak dzieciak. - Pogłaskałem ją czule po policzku.
 - Ale moim idiotom, jak to kiedyś sam powiedziałeś. - Uśmiechnęła się i przyciągnęła mnie do siebie składając dłuższy pocałunek na moich ustach.
 - A to za co? - Zapytałem kiedy oderwaliśmy się od siebie.
 - A za nic. - Wzdrygnęła ramionami.
 - Yhmmm.. Dobra ja pójdę spakować nasze rzeczy, bo niedługo będziemy musieli się zbierać. Obejrzyj sobie w tym czasie telewizję czy co tam chcesz. 
 - Wow, chyba częściej muszę sobie coś łamać. Zaśmiała się.
 - Lepiej nie. 
 - Oj spokojnie. Poczekaj pomogę ci. - Zaczęła nieudolnie schodzić z łóżka.
 - No przecież sam sobie dam radę. - Upierałem się przy swoim. 
 - Jakoś mi się nie wydaje, ale nie martw się kochanie. Ty będziesz wszystko pakował, a ja będę cię nadzorować. 
 - Dobra, jak chcesz. - Zgodziłem się i podszedłem do niej aby podać jej kule oraz pomóc wstać. 
Kiedy wszystko było już w miarę ogarnięte postanowiliśmy sprawdzić jak radzą sobie chłopacy. Tym razem dojście zajęło nam trochę dłużej niż zazwyczaj, ale poradziliśmy sobie bez większych problemów. Tak więc przekraczając próg pokoju chłopaków w oczy rzucił nam się dość dużych rozmiarów bałagan, ale w sumie to było oczywiste. Liam jednym ruchem zrzucił wszystkie rzeczy z kanapy tak aby Sam mogła usiąść. Pod nadzorem blondynki pakowanie poszło szybciej niż zwykle więc mieliśmy jeszcze około 2 godzin dla siebie. Wszyscy razem uzgodniliśmy, że pójdziemy do jakiejś kawiarenki lub restauracji niedaleko hotelu, a że nie mieliśmy ochoty na towarzystwo Paul'a i innych ochroniarzy musieliśmy jakoś niezauważalnie przemknąć przez hotel i jego okolicę. Tak więc w ruch poszły okulary przeciwsłoneczne, bluzy z kapturami i inne maskujące rzeczy. Ustaliliśmy, że ja i Sami wyjdziemy z hotelu jako pierwsi aby potem nie uciekać przed stadem fanek co było absolutnie nie możliwe w obecnym stanie Samanty. Harry i Niall mieli obadać teren abyśmy niezauważalnie opuścili budynek jednak stwierdzili, że na pewno nam się to nie uda gdyż mnóstwo fanek oczekuje nas przy wyjściu. Ale dla nas nie ma rzeczy niemożliwych więc lokaty z blondynem znaleźli tylne wyjście przez hotelową kuchnie co idealnie ułatwiło nam wyjście z sytuacji.




__________________________________________________
Witam Was po dość długiej przerwie.
Jak zwykle nie dodałam rozdziału na czas za co jestem na siebie zła. Wy na pewno też, za co Was wszystkich przepraszam. ♥
Szczerze mówiąc nie za bardzo jestem zadowolona z tego rozdziału... Wyszedł dość nudny.
Chciałam podziękować wszystkim komentującym za miłe słowa. ; )) Każdy komentarz sprawiam mi niewyobrażalną radość mimo, że prawie każdy jest taki sam. (tak chodzi mi o spamy).
Jeżeli macie jakiekolwiek pytania dotyczące bloga oraz mojego życia prywatnego zapraszam tutaj. --->ASK lub tutaj. ---> TT.
Pozdrawiam i do następnego. ♥




niedziela, 4 listopada 2012

Rozdział 27.

Kiedy wchodziliśmy do budynku szpitalnego Louis oczywiście niósł mnie na rękach. Przy samym wejściu jedna z pielęgniarek zaproponowała wózek inwalidzki, z którego skorzystaliśmy. Czułam się głupio jadąc tak przez korytarze więc spuściłam nisko głowę i czekałam kiedy ten koszmar się zakończy. Kiedy wjechaliśmy na dział chirurgiczny lekarz już na nas czekał i zaprosił do swojego gabinetu. Z pomocą Louis'a wdrapałam się na kozetkę, a on sam zasiadł na krześle dla pacjentów. 
 - A więc co takiego się stało? - Zaczął doktor. Już chciałam wszystko wyjaśniać, ale Lou mnie ubiegł.
 - Nie chcący potrąciłem Samantę wózkiem hotelowym kiedy ona biegła przez korytarz. - Louis dość mocno się zaczerwienił i sądząc po wyrazie jego twarzy chciał zapaść się pod ziemię. Lekarz odpuścił sobie jakikolwiek komentarz i podszedł do mnie by zrealizować diagnozę. 
 - Możesz nią poruszyć? - Zapytał.
 - Nie za bardzo, strasznie boli. - Skrzywiłam się. 
 - W takim razie musimy zrobić prześwietlenie. Zapraszam do pokoju obok. - Wskazał na drzwi, a Lou momentalnie poderwał się z miejsca i pomógł mi dojść do drugiego pomieszczenia. 
Jak się potem okazało kość była złamana. Niezadowolona zgodziłam się na założenie gipsu, który sięgał mi aż do kolana. Kiedy opuściliśmy gabinet lekarski znów zasiadłam na wózku i razem z Louis'em udaliśmy się do sektoru gdzie mogliśmy zakupić dla mnie kule. Wybrałam najzwyklejsze czarne i w końcu mogliśmy opuścić to piekielne miejsce.
W momencie kiedy tylko zatrzasnęliśmy za sobą drzwi samochodu zadzwonił telefon Lou. 
 - To Paul. - Trochę się skrzywił i odebrał. - Tak?... - Właśnie wyjeżdżamy spod szpitala... - Tak, szpitala... - Nie ważne potem ci opowiem jak przyjedziemy... - No dobra, nara. - Tommo odłożył telefon i odpalił samochód. Droga powrotna również nie była zbytnio entuzjastyczna. Louis przeprosił mnie kilka razy i tyle było po naszej rozmowie. Kiedy zajechaliśmy pod hotel fanki nadal tam czekały więc „ozdoba” na mojej nodze wywołała sensację. Mimo że miałam kule to Lou i tak musiał pomagać mi iść, bo samej nie wychodziło mi to najlepiej. 
Przekraczając próg naszego pokoju spostrzegliśmy pięć osób, które najprawdopodobniej oczekiwały naszego przyjścia. Paul widząc w jakim stanie jestem zrobił się aż czerwony ze złości jednak pozostali wręcz przeciwnie. Podbiegli do mnie jak wygłodniałe hieny pytając się czy mogą ulepszyć mi gips rysunkami. Szybko wybiłam im ten pomysł z głowy i kazałam dać mi spokój. Stwierdziłam, że najlepiej będzie jak się prześpię, ponieważ kostka nadal dawała mi się we znaki.


Perspektywa Louis'a.
W momencie kiedy tylko weszliśmy do pokoju Paul chciał porozmawiać ze mną na osobności co na pewno nie wróżyło niczego dobrego. Na 100% oberwie mi się za ten „mały” wybryk. Razem z Paul'em udaliśmy się do jego apartamentu aby odbyć niekoniecznie miłą rozmowę.
 - Usiądź. - Nakazał mi. Zrobiłem tak jak powiedział i czekałem aż zacznie mówić. - Powiedz mi Lou kiedy ty w końcu dorośniesz co? - Zaczął.
 - Taa.. super. Wiedziałem, że tak będzie. - Przemknęło mi przez myśli. - Jestem dorosły, a to co się stało to op prostu zwykły wypadek.
 - Wiem, że nie było to celowe, ale jeżeli nie szalałbyś z tym wózkiem jak rozwydrzony dzieciak nic takiego by się nie stało. - Kontynuował swój wywód. 
 - Tak wiem, sorrki. 
 - Ty nie masz mnie za co przepraszać, jak już to Sam, bo to jej wyrządziłeś krzywdę. Mi masz jedynie obiecać, że zanim cokolwiek zrobisz masz pomyśleć przed tym co najmniej dwa razy. 
 - Obiecuję. Następnym razem będę ostrożniejszy i nie będę robił niczego głupiego. - Wydukałem od niechcenia. 
 - Dobra, a jeżeli chodzi o Sam to myślę, że lepiej byłoby dla niej i dla nas jeżeli wróciłaby do domu. 
 - Co!? Nie ma mowy! - Stanowczo zaprzeczyłem. 
 - Pomyśl Lou też o jej dobrze. Takie ciągłe zmienianie miejsca i ciskanie się w tourbusie nie wyjdzie jej na dobre.
 - O to akurat nie musisz się martwić. Ja już się zatroszczę o jej dobro i dopilnuję by wyzdrowiała więc zostanie z nami czy tego chcesz czy nie. - Powiedziałem odrobinę zdenerwowany. 
 - Dobra jak chcesz. Ja tylko chciałem uświadomić ci kilka spraw. I jeszcze jedno.. za około 5 godzin będziemy wyjeżdżać więc jeżeli mógłbyś to wyjdź przed hotel do fanów, bo reszta już to zrobiła. 
 - Zrobię co będę mógł. - Powiedziałem i wyszedłem z jego pokoju. 




___________________________________________________
Witam. ; ** 
Sorrki, że znowu musieliście tyle czekać za nowym rozdziałem, ale cały czas mi jakoś wypadają różne sprawy...
Po pierwsze chciałam wam bardzo podziękować za ilość komentarzy. Nie spodziewałam się, że aż tak się poprawicie. Serdecznie dziękuję za każdy z osobna. ; ** Chociaż nie ukrywam, że brakuje mi tych długich komentarzy jakie zostawialiście na początku mojego opowiadania. Dobra już Wam tutaj nie marudzę. ; pp
No i po drugie dziękuję za liczbę wyświetleń. Nigdy bym nie pomyślała, że dobijecie aż tyle. 
Jakiekolwiek pytania kierujcie tutaj ask.fm 
No i oczywiście zapraszam na Twitter'a. 
Pozdrawiam i czekam na piękne komentarze. ♥♥
Bay.!!




wtorek, 23 października 2012

Rozdział 26.


Postanowiłam udać się do pokoju gdzie przebywali Louis, Liam oraz Zayn. Idąc przez korytarz zorientowałam się, że jestem w samej piżamie więc zaczęłam biec aby uniknąć jakichkolwiek gapiów. Niestety z moim szczęściem zza rogu wyłonił się wózek hotelowy, a zaraz za nim Louis. Z dużą siłą zderzyłam się z wózkiem prawie przez niego przelatując. Momentalnie poczułam niewyobrażalny ból w kostce, a łzy zaczęły cisnąć mi się do oczu. Spojrzałam w stronę Louis'a, który był totalnie zdezorientowany i chyba jeszcze nie do końca docierało do niego to co wydarzyło się przed paroma sekundami. Kiedy w końcu się otrząsnął podbiegł do mnie zdenerwowany.
 - Sami, skarbie nic ci nie jest? - Złapał mnie za rękę i uważnie mi się przyglądał.
 - Ty durniu, co ty kurwa robisz z tym pieprzonym wózkiem!? - Zaczęłam się na niego drzeć tak głośno ile tylko miałam siły.
 - Yyy.. no przepraszam, postanowiłem się trochę zabawić. Skąd miałem wiedzieć, że akurat będziesz tędy przechodzić? - Zaczął bezradnie drapać się po karku.
 - Zabawić powiadasz? Mogłeś mnie zabić!! - Kolejny raz na niego krzyknęłam.
 - Przepraszam, naprawdę nie chciałem. Nic ci nie jest?
 - Nie wiem, kostka strasznie mnie boli. - Popatrzyłam na wspomnianą wcześniej część ciała.
 - Pokaż. - Zaczął oglądać moją stopę i delikatnie dotykać.
 - Ała.!! Zostaw!!
 - Jest opuchnięta, trzeba by to sprawdzić. - Oznajmił.
 - Naprawdę?? Od kiedy ty taki spostrzegawczy jesteś? - Odpowiedziałam z sarkazmem. Louis wywrócił tylko oczyma.
 - Dasz radę iść?
 - Wątpię. - Zaczęłam się podnosić lecz nie wyszło mi to najlepiej gdyż od razu opadłam z powrotem na ziemię pod wpływem bólu.
 - Dobra, chodź. - Lou pomału wziął mnie na ręce.
 - Tylko ostrożnie. - Ostrzegłam go.
 - Jasne. - Uśmiechnął się nieśmiale i zaczął iść w stronę naszego pokoju. Wszystko byłoby w miarę do zniesienia gdyby nie to, że kiedy wchodziliśmy w zakręt Louis nie wyrobił i w efekcie tego przywaliłam nogami o ścianę.
 - Co ty kurwa robisz?!! Mógłbyś chociaż raz uważać?!
 - Sorrki. - Wydusił tylko z niewinną minką, a ja przywaliłam mu porządnie w łeb.
 - Ała. Za co to?
 - Za wszystko. - Powiedziałam przez zaciśnięte zęby.
 - Przepraszam kochanie.
 - Powtarzasz się. - Powiedziałam to bez jakichkolwiek emocji.
 - Tak wiem. Dobra ja może już w ogóle nie będę się odzywać.
 - Byłoby miło. - I tak w zupełnej ciszy dotarliśmy do naszego pokoju gdzie był Harry oraz Niall, którzy wykonywali jakiś dziki taniec na naszym łóżku.
 - Złazić w tej chwili!! - Tomlinson wydarł się na nich, a oni posłusznie wykonali to co im nakazał. Tommo ułożył mnie na łóżku i usiadł obok.
 - Co się stało? - Pytali nieogarnięci.
 - Pozwólcie, że wszystko wam wyjaśnię. - Zaczęłam. - Otóż obecny tutaj mój chłopak Louis Tomlinson wjechał we mnie wózkiem hotelowym kiedy biegłam przez korytarz. - Harry i Niall popatrzyli na siebie, potem na mnie, a na koniec na Louis'a i prawie w tym samym czasie wybuchli śmiechem.
 - Co was tak śmieszy cwele?!! - Krzyknęłam na nich, a oni dalej śmiali się w najlepsze.
 - Czy wy jesteście nienormalni? Sami prawdopodobnie stało się coś z nogą, a was to śmieszy.!? - Tym razem Lou się na nich wydzierał.
 - No sorry, ale kto mądry wjeżdża w swoją dziewczynę wózkiem? - Wydusił przez śmiech Horan.
 - Halo, jak by ktoś nie zauważył ja tu umieram. - Pomachałam im ręką przed twarzami.
 - Dobra, chodź. Jedziemy do szpitala. - Lou zwrócił się do mnie.
 - O nie, z tobą na pewno nigdzie nie jadę. - Zaprotestowałam.
 - Sam proszę cię. Przestań się wygłupiać.
 - Ja po prostu chcę żyć, a w twojej obecności raczej jest to trudne. Niall zawieziesz mnie? - Poprosiłam utlenionego.
 - Jak chcesz. - Wzruszył ramionami.
 - O nie, nie ma mowy. Jedziesz ze mną czy tego chcesz czy nie. - Louis wyraźnie wściekły podszedł do mnie i siłą wziął mnie na ręce.
 - Puść mnie!! - Zaczęłam się wyrywać, ale Tomlinson w efekcie tego przerzucił mnie przez ramię co uniemożliwiło mi większość ruchów. - Co ty kurwa robisz?!! Postaw mnie w tej chwili na ziemię! - Tym razem zaczęłam obkładać go pięściami po plecach jednak szatyn wszystko ignorował co jeszcze bardziej mnie denerwowało. Bez słowa szedł do winy więc postanowiłam sobie odpuścić i zwisałam tak niczym Fiona na ramieniu mojego „ogra”. Kiedy byliśmy już w windzie Louis postawił mnie na ziemię. Spojrzałam na niego, a on bez celu gapił się przed siebie z kamienną twarzą co mogło oznaczać tylko i wyłącznie, że się obraził. Aby utwierdzić moje zdanie głośno westchnęłam co również przeleciało mu mimo uszu... W momencie kiedy dojechaliśmy na parter Lou znów wziął mnie na ręce i kierował się w stronę samochodu. Oczywiście przed hotelem było kilka fanek tym razem ku mojemu niezadowoleniu, ponieważ w ostatnim momencie zorientowałam się, że mam na sobie tylko piżamę, a po drugie Louis niósł mnie na rękach co też dziwnie wyglądało. Tommo ułożył mnie na tylnych siedzeniach i ruszył swoim Land Roverem. Przez drogę nie zamówiliśmy ani słowa przez co atmosfera była jeszcze bardziej napięta. W momencie kiedy ból w kostce stawał się coraz silniejszy poprosiłam go aby troszkę przyśpieszył. Zrobił jak poprosiłam więc na miejscu byliśmy po około 10 minutach.



____________________________________________
Cześć kochani. ; **
Przepraszam, że rozdział dopiero teraz, ale komp mi trochę szwankuje.. -.- i jeszcze ciocia z Anglii przyjechała więc wiecie.. czasu nie było. 
Rozdział troszkę dłuższy aby wynagrodzić wam tą nieobecność. ;  D
Mam nadzieję, że się Wam spodobał. Jak zwykle troszkę namieszałam.
Opinie zostawiajcie w kom.
Love you all.! ♥♥♥

sobota, 6 października 2012

Rozdział 25.


Ze snu wyrwało mnie delikatne głaskanie po dłoni, uśmiechnęłam się pod nosem i ostrożnie poruszyłam ręką.
 - Hej Loui.. - Powiedziałam jeszcze z przymkniętymi powiekami. - Wiesz co chciałam cię przeprosić za wczoraj. Nie powinnam tak ostro zareagować, jeżeli tylko chcesz możemy to nadrobić dzisiejszej nocy.
 - Na pewno skorzystam kocie. - W odpowiedzi usłyszałam głos.......... Hazzy?? Momentalnie otwarłam oczy i poderwałam się z miejsca. - Styles, głupku jeden. Spierdalaj stąd w tej chwili.! - Zaczęłam bić go poduszką.
 - Nie denerwuj się tak. Zachowaj lepiej siły na dzisiejszą noc. O której mam przyjść? - Zaczął się głupkowato pytać.
 - Przestań się wydurniać. Gdzie jest Louis? - Zapytałam rozglądając się po pokoju.
 - Razem z chłopakami u nas. - Wyjaśnił.
 - To co ty tu robisz? - Uniosłam podejrzliwie brew.
 - Lou był ciekawy czy jeszcze śpisz więc przyszedłem to sprawdzić, a że mi się nudziło to postanowiłem cię obudzić. - Uśmiechnął się.
 - Yhmmm.... - Z powrotem opadłam na łóżko.
 - A tak ogólnie to o co chodziło z tym przepraszaniem? - Wypalił po krótkiej chwili.
 - O nic, wczoraj troszkę się pokłóciliśmy.
 - O co? - Dopytywał dalej.
 - Nie ważne. - Nie miałam chęci ze wszystkiego mu się tłumaczyć.
 - No powiedz, no.!
 - A co ty się tak interesujesz? Lepiej zajmij się swoimi sprawami.
 - Ale jesteś. Pytam tak po prostu z ciekawości, ale jak nie chcesz mówić to nie. - Zaczął podnosić się z łóżka z nie za bardzo zadowoloną miną, ale w ostateczność chwyciłam go za nadgarstek nakazując ponownie usiąść.
 - No już dobra.. Pokłóciliśmy się o Zayn'a.
 - Zayn'a? - Zapytał zdziwiony.
 - No może nie do końca o Zayn'a. Bardziej o to, że nie chciałam z nim uprawiać sex'u. - Dodałam trochę zawstydzona.
 - Z Zayn'em? - Jeszcze szerzej otworzył swoje zielone oczy.
 - No chory.? Z Louis'em.
 - Aaa.. No to trzeba było tak od razu. Powiem ci tylko, że musicie być na serio pieprznięci żeby kłócić się o takie rzeczy. - Oznajmił to z totalną powagą.
 - A ty to niby nie jesteś pieprznięty.? - Zapytałam z kpiną.
 - No może trochę, ale na pewno nie będę się kłócił z moją dziewczyną o to, że nie chce uprawiać ze mną sex'u.
 - No tego to bym raczej nie powiedziała.
 - Niby czemu?
 - Z twoim niewyżyciem? Byś ją zamęczył na śmierć. No chyba, że umawiałbyś się z prostytutką.
 - No pięknie mnie oceniasz. Jednak to co mówił Liam zanim jeszcze cię poznaliśmy sprawdza się ostatnio coraz częściej.
 - A co takiego niby mówił? - Zapytałam.
 - Już od samego początku Li ostrzegał nas, że jesteś chamska. - Powiedział z obojętnością.
 - Wcale nie jestem chamska tylko po prostu szczera.
 - Tylko, że przyjacielowi nie mówi się takich rzeczy.
 - Oj tam, ja się z tobą tylko tak droczę. Przecież doskonale wiesz jak bardzo cię kocham. - Poczochrałam jego lokatą czuprynkę.
 - Tak bardzo jak Louis'a? - Szeroko się uśmiechnął ukazując przy tym swoje dołeczki.
 - I czego byś jeszcze chciał.
 - No nie wiem.. Może spędzić z tobą tą noc, o której dzisiaj wspomniałaś? - Śmiesznie poruszał brwiami.
 - Pomarz sobie.
 - Jednak naprawdę jesteś chamska. - Stwierdził.
 - Nie prawda. - Krzyknęłam w jego stronę.
 - Prawda.
 - A właśnie, że nie.!!
 - A właśnie, że tak.! - Zaczęliśmy się przekrzykiwać.
 - Nie.!
 - Tak.!
 - Nie, nie, nie, nie...!!!!!!!
 - Taaaaaaaak.!
 - A ja lubię placki.! - Jak na rozkaz obróciliśmy głowy w stronę drzwi gdzie stał zadowolony Horan.
 - Co? - Zapytaliśmy równocześnie z loczkiem.
 - No placki lubię. Nie wiedziałem o co się kłócicie więc tak sobie powiedziałem. - Głupio się wyszczerzył.
 - Aha.. Dziwny jesteś. - Oznajmiłam.
 - A ty chamska. - Odpowiedział mi na to.
 - I kolejny? Jesteście naprawdę bezczelni. - Założył ręce na klatce piersiowej.
 - A ty chamska. - Hazza kolejny raz się odezwał.
 - Walcie się. - Obydwoje oberwali poduszką, a ja stwierdziłam, że pójdę zobaczyć co u reszty.





______________________________________________
Siemka. ; **
Wiem, że rozdział miał być wczoraj, ale nie za bardzo miałam czas. Mam nadzieję, że wybaczycie.
Rozdzialik trochę dłuższy niż poprzedni. ;  )
Mam nadzieję, że wszystkim się podoba.
Jeżeli macie pytania zapraszam na aska. No i oczywiście wbijajcie na mojego twitter'a. Jestem tam cały czas do waszej dyspozycji. ; )
Serdecznie pozdrawiam i do następnego. ; ** 

piątek, 28 września 2012

Rozdział 24.


Kiedy byliśmy już wykąpani położyliśmy się w łóżku i czekaliśmy na kolację, którą Louis zamówił . Po około 15 minutach posiłek znajdował się już przed nami.
 - Oj tak, kolacja do łóżka. - Lou pokiwał z uznaniem głową.
 - Nie przyzwyczajaj się, bo ja na pewno nie będę cię tak rozpieszczać.
 - Wiem, wiem. Za to ja będę ci tak umilał wieczory. - Pocałował mnie w policzek.
Po spożytym posiłku wygodnie ułożyliśmy się na łóżku i wtuliliśmy w siebie. Kiedy tylko przymknęłam oczy poczułam warki Louis'a na mojej szyi.
 - Loui nie możemy. Wiesz, że Paul nie karze. - Upomniałam go.
 - A co mnie Paul obchodzi? Jesteśmy dorośli i możemy robić co chcemy, a zresztą powiedział „żadnego sex'u w busie” o hotelu nic nie wspomniał. - Spojrzał na mnie z triumfalną miną i powrócił do składania pocałunków. Stwierdziłam, że nie ma sensu dalej się opierać więc odchyliłam głowę dając Boo większy dostęp do mojej szyi. W niektórych miejscach Lou mocniej muskał moją skórę tworząc na niej małe malinki. Z każdą chwilą mój oddech stawał się szybszy, a ciało zalewała fala gorąca. Lou nie chcąc dłużej czekać usiadł na mnie okrakiem i obsypywał kolejnymi pocałunkami. Kiedy brunet dorwał się do koszulki po pokoju rozniosło się gwałtowne pukanie.
 - Kurwa. Mam ich w dupie. - Louis przeklął pod nosem, ale zignorował pukanie do drzwi. Już zaczął coraz wyżej podciągać moją koszulkę lecz dźwięki narastały z każdą sekundą.
Jeżeli to któryś z chłopaków przysięgam, że zabiję! - Tommo wściekły ześlizgnął się z łóżka aby otworzyć drzwi.
 - Czego?!! - Wydarł się kiedy tylko złapał za klamkę.
 - Dobry wieczór Louis, bardzo ładnie mnie witasz. - Usłyszałam głos Paul'a dochodzący z hotelowego korytarza.
 - Ooo.. Paul, hej. Co chcesz? - Zapytał zmieszany Lou, drapiąc się po karku.
 - Chciałem sprawdzić tylko co robicie. - Wychylił swoją głowę zza futryny drzwi i zmierzył mnie wzrokiem. Posłałam mu sztuczny uśmiech i pomachałam. - Mam nadzieję, że nic nieprzyzwoitego. - Dodał.
 - Paul daj już spokój, jesteśmy przecież dorośli. - Louis wyraźnie się zirytował.
 - Wiem, ale i tak muszę was pilnować.
 - Dobra idź sobie. Wkurzasz mnie ostatnio wiesz? - Boo zaczął go wyganiać.
 - Dobra już sobie idę Tomlinson. - Uśmiechnął się i opuścił nasz pokój.
Louis szybko zatrzasnął po nim drzwi i wrócił do łóżka natomiast ja już leżałam na drugim boku z zamkniętymi powiekami.
 - Ten człowiek na serio kiedyś wyprowadzi mnie z równowagi. - Lou zaczął się bulwersować. - Zawsze musi nam przerywać. Mam nadzieję, że już nie wróci. - Przysunął się do mnie i delikatnie zsunął koszulkę z mojego ramienia aby złożyć na nim pocałunek. Chłopak nie widząc mojej reakcji po kilku takich gestach oderwał się ode mnie i spojrzał na mnie przez ramię.
 - Sami śpisz? - Postanowiłam to zignorować. - No nie udawaj. - Zaczął marudzić.
 - Daj mi spokój Lou, zmęczona jestem. - Odezwałam się do niego po jakimś czasie.
 - No, ale mieliśmy dokończyć.
 - Kiedy indziej, idź spać. - Wtuliłam się mocniej w kołdrę.
 - Ale jesteś. - Obrażony obrócił się na drugi bok.
 - Nie bądź zły, po prostu nie mam dzisiaj ochoty.
 - Z Zayn'em to jakoś zawsze miałaś ochotę.
 - Słucham? Jesteś okropny, nie odzywaj się do mnie w ogóle.
 - To się nie odzywaj, dobranoc.
 - Pierdol się. - Krzyknęłam w jego stronę i wściekła zacisnęłam pościel w pięści. Takiego czegoś po Tomlinson'ie bym się nie spodziewała. Odsunęłam się od niego jak najdalej i wkrótce zasnęłam z niezbyt dobrym humorem. 



____________________________________________
No hej kochani. ; **
Tak jak obiecywałam rozdział pojawił się po tygodniu. ; )
Wiem, że nie jest tak długi jak byście chcieli, ale teraz rozdziały będą się pojawiać właśnie takiej długości.
Jeżeli chodzi o komentarze to nie jestem za bardzo zadowolona. ;'( Mam nadzieję, że pod tym postem pojawi się ich więcej.
Strasznie dziękuję moim czytelnikom, że wg. tu jesteście. ♥
Jeżeli chcielibyście o coś popytać to zapraszam na mojego aska. 
Całuję i do następnego. ; D 

środa, 19 września 2012

Rozdział 23.

Już po chwili boje zaprowadzili nas pod odpowiednie pokoje gdzie znajdowały się już nasze bagaże. Wszyscy byliśmy na najwyższym piętrze tyle, że porozmieszczani w różnych miejscach. Kiedy weszliśmy do naszego pokoju zaczęłam się śmiać, gdyż przydzielono nam apartament małżeński.
 - Chyba czytają nam w myślach, co nie.? - Lou podszedł do mnie od tyłu i delikatnie ucałował w szyję.
 - Chyba tobie. - Odwróciłam się do niego twarzą i poklepałam po policzku. Lou przyciągnął mnie do siebie, złożył szybki pocałunek na moich ustach i mocno przytulił.
Staliśmy tak objęci do momentu kiedy do pokoju nie wparował Styles.
 - Siema.! - Pomachał nam.
 - Puka się! - Lou odezwał się do przyjaciela.
 - Przecież i tak nic nie robicie.
 - Ale mogliśmy robić.!
 - Oj tam. Przez ten czas nawet byście nie zdążyli cokolwiek zacząć robić.
 - A ten znowu o jednym. - Przekręciłam oczyma.
 - Ej no, ale wy macie fajne łóżko. - Styles rzucił się na nasze posłanie. - Dzisiaj ja tu śpię, a ty Lou idź do chłopaków. - Powiedział zadowolony.
 - Żebyś zgwałcił mi dziewczynę.? Nie dzięki, nie skorzystam.
 - No przecież nic jej nie zrobię.
 - Dobra Hazza skończ już, lepiej powiedz jaki był twój cel przyjścia tutaj. - Zmieniłam temat.
 - Właściwie to żaden. Tak po prostu chciałem obczaić wasz pokój. - Wzdrygnął ramionami.
 - Widzę, że ci się nudzi. - Stwierdził Lou.
 - No troszeczkę. Brakuje mi naszych wspólnych odpałów wiesz.?
 - A wyobraź sobie, że mi troszkę też. Musimy koniecznie coś wymyślić. - Boo się wyszczerzył.
 - Ja już widzę te wasze odpały. Potem będziecie mieć przechlapane u Paul'a. - Ostrzegłam ich.
 - Oczywiście, że nie będziemy mieć przechlapane. Nie wierzysz w naszą idealnie opracowaną strategię.? - Louis uniósł brew i zbliżył się w moim kierunku.
 - Jakoś wątpię, że uda wam się wyjść z tego bez kłopotów.
 - Ty na serio nie wierzysz w nasze zdolności. - Tym razem głos zabrał Harry.
 - Najwidoczniej nie wierzę. - Rozłożyłam ręce.
 - Jesteś okropna. - Tommo zwrócił się do mnie śmiesznie piszczącym głosikiem.
 - Zobaczymy kto będzie miał rację po tej całej waszej „akcji”.
 - Najpierw musimy wymyślić co to w ogóle ma być. - Harry podrapał się po głowie.
 - Może wślizgniemy się do wentylacji? - Zaproponował Louis.
 - Ooo.. świetny pomysł na podglądanie lasek. - Loczek zaczął się głupio śmiać.
 - Chociaż w sumie myślę, że to głupi pomysł. - Dodał szybko Lou, bo chyba wystraszył się wzroku jaki na niego pokierowała. - Może podrzucimy robaki w hotelowej kuchni.?
 - Nie no przestarzałe trochę, a na dodatek obrzydliwe.
 - No to w takim razie po dodajmy do dań jakiś przypraw, albo w ogóle zmienimy konsystencję czy jak to się tam nazywa i będzie gites. - Kolejny raz zaproponował Louis.
 - No w sumie chyba nic bardziej inteligentniejszego nie uda nam się wymyślić.
 - Wy nazywacie wasz plan inteligentnym? - Wydusiłam przez śmiech.
 - No to jest chyba oczywiste. Wszystko co robimy tryska inteligencją.
 - Proszę cię Louis, nie osłabiaj mnie. Lepiej się zapisz na jakieś dodatkowe zajęcia, bo cofasz się w rozwoju. - Poklepałam go po ramieniu.
 - Nie prawda, to ty jesteś po prostu dla mnie za mądra.
 - Dobra już się nie tłumacz. Ja teraz idę się wykąpać, a wy dalej planujcie waszą „inteligentną akcję”. - Podeszłam do walizki aby wyciągnąć rzeczy do spania oraz kosmetyki.
 - Poczekaj idę z tobą.! - Krzyknął Louis.
 - A ja.?
 - Jeżeli Sami nie będzie miała nic przeciwko to chodź z nami.
 - Śmieszni jesteście. - Spojrzałam na nich z pogardą. Wyjęłam potrzebne rzeczy z torby i udałam się do łazienki.
 - Nie zamykaj się zaraz do ciebie przyjdę.!! - Usłyszałam krzyk Louis'a, a po chwili zamykające się drzwi wejściowe co znaczyło, że Harry opuścił nasz pokój.
Odkręciłam wodę i nalałam dużą ilość płynu tak aby powstała piana. Zaczęłam ściągać spodnie kiedy do łazienki wszedł Lou.
 - Ej no, czekaj na mnie. - Rzucił swoje kosmetyki oraz czyste bokserki na podłogę.
 - No przecież dopiero co zdjęłam spodnie.
 - A może ja chciałem ci je zdjąć.?
 - Niestety nie tym razem.
 - Dobra, nieważne. - Machnął ręką i zaczął pozbywać się swoich ubrań.
Wanna była strasznie duża więc bez problemu pomieściła nas obu. Oparłam się o Louis'a plecami, a on czule objął mnie w pasie. Leżeliśmy tak razem, a Lou czasami składał subtelne pocałunki na mojej szyi lub ramionach.
 - Mógłbym tak wiecznie. - Wzdychnął Louis.
 - Bo możesz się napawać widokiem nagiej kobiety? - Spytałam ze śmiechem.
 - Nie, dlatego że mam przy sobie osobę, którą bezgranicznie kocham. Chociaż ty w sumie też masz trochę racji. - Wytknął mi język.
 - Przestań, bo zaczynam się krępować. - Zasłoniłam mu oczy dłonią.
 - Nie masz czym. - Zdjął moją rękę z jego twarzy i kolejny raz pocałował w szyję.
 - Dobra może byśmy się tak pośpieszyli, bo woda zaraz będzie zimna. - Zwróciłam się do Louis'a i chwyciłam po żel pod prysznic.
 - Ok, ale ty mnie myjesz. - Tommo się wyszczerzył.
 - Nie wygłupiaj się Lou.
 - Ale ja mówię całkowicie poważnie.
 - Tak Louis tylko, że ja nie jestem twoją mamą i nie zamierzam cię myć. - Zaśmiałam się.
 - No to chociaż plecy. - Zaczął prosić.
 - Dobra, ale pod warunkiem, że ty umyjesz moje.
 - Dobra. - Wziął ode mnie żel i po chwili zaczął myć moje plecy.





________________________________________________________
Witam was.! ; * 
Coś długo nie dodawałam. O.o  Sorrka.! ale tak jakoś nie za bardzo mam kiedy.
A więc rozdział trochę krótszy niż pozostałe, ale teraz wszystkie takie będą, ponieważ postanowiłam iż rozdziały będą krótsze, lecz częściej dodawane. Umówmy się tak, że rozdziały będą pojawiały się co tydzień. ; )
Tak wg. dziękuję wszystkim czytającym tego bloga. Jestem pod mega wrażeniem liczbie wyświetleń, na serio nie wiedziałam, że to opowiadanie tak daleko zajdzie. ; )
szczególnie dziękuję osobą komentującym, kocham was.! ; **
Tak og. jeżeli chcielibyście wiedzieć co mniej więcej robię to wbijajcie na mojego twittera: @PamelaSieczka można powiedzieć, że siedzę tam cały czas więc serdecznie zapraszam. ; )
I jeszcze jeśli mielibyście jakieś pytania to śmiało zadawajcie mi je na ask.fm
Serdecznie pozdrawiam i do następnego.! ♥♥

wtorek, 4 września 2012

Rozdział 22.


Perspektywa Liam'a.
Nie mogłem doczekać się dzisiejszego koncertu. Mimo że występowaliśmy już wiele razy nadal sprawiało mi to niewyobrażalną radość. Zadowolenie naszych fanów sprawiało, że czuję się dla kogoś ważny. Szanowałem każdą z naszych fanek, bo doskonale zdawałem sobie sprawę ile poświęcają czasu na sprawdzanie informacji na nasz temat i jak wiele dla nich znaczymy. Bardzo chciałbym poznać każdą z osobna lecz wiem, że nie jest to możliwe.
Będąc na hali przywitaliśmy się zresztą zespołu i od razu pokierowaliśmy się do garderoby, aby zostawić w niej zbędne rzeczy. Na początek musieliśmy zrobić próbę dźwięku, przećwiczyć choreografię i różne sprawy organizacyjne. Sami razem z Paul'em oraz z naszą makijażystką Lou przyglądali nam się z widowni i pomagali nam ustawić się w odpowiednich miejscach na scenie. Kiedy wszystko było już przećwiczone musieliśmy oddać się w ręce naszych makijażystek oraz stylistek. Po około godzinie wszyscy byliśmy odpicowani, a fanek przybywało więc czasu pozostawało coraz mniej. Razem z chłopcami postanowiliśmy przećwiczyć niektóre z piosenek w obecności naszej nauczycielki śpiewu aby wszystko było dokładnie dopracowane. Kiedy zegarek wskazywał 17.55 zaczęliśmy szykować się do wyjścia na scenę, wszyscy pracownicy na szybko poprawiali szczegóły w naszym wyglądzie, z chłopakami przybiliśmy sobie piątki, a Sam obdarowała jeszcze Louis'a buziakiem na szczęście. Zaczęło się odliczanie, a widownia zaczęła szaleć, na 1 wybiegliśmy na scenę i rozpoczęliśmy koncert pierwszymi słowami piosenki „Na Na Na”.


Perspektywa Samanty.
Na czas koncertu udałam się na widownie gdzie reszta fanek. Moja obecność poruszyła nieco inne dziewczyny, ale zignorowałam to. Stanęłam w pierwszym rzędzie i podśpiewywałam piosenki wykonywane przez chłopców. Nie wychodziłam z podziwu nad ich przepięknym głosem oraz energią jaką wkładali w ten występ. Miałam wrażenie, że Louis przez niemalże cały czas nie spuszczał ze mnie wzroku i śpiewa tylko i wyłącznie dla mnie. Kiedy zabrzmiały pierwsze takty piosenki „Moments” większość fanek zaczęła płakać oraz wymachiwać telefonami nad głowami co dało niesamowity efekt jakby gwiazd na niebie. Muszę przyznać, że ta piosenka wywoływała u mnie podobne emocje, była na swój sposób wyjątkowa. Kiedy nadszedł czas na solówkę Louis'a on wymawiając słowa: 
„Hands are silent. 
Voice is numb. 
Try to scream out my lungs.
But it makes this harder.
And the tears stream down my face.” 
wskazał na mnie. Przez ten niewielki gest łza zakręciła mi się w oku, a po sali dało się usłyszeć czułe „Awww..”. Po skończonej piosence Louis przesłał mi piękny uśmiech oraz całusa co odwzajemniłam. Widziałam mnóstwo zazdrosnych spojrzeń w moją stronę, dobrze wiedziałam jak ogromne mam szczęście. Zapewne nie jedna chciałaby być na moim miejscu. Reszta koncertu przebiegła w miarę normalnie jeżeli można do tego oczywiście zaliczyć rozkojarzenie Harrego podczas solówki w „WMYB” poprzez macanie, rozbieranie itd.
Po zakończonym koncercie udałam się za kulisy gdzie chłopcy mieli za niedługo spotkać się z fanami. Czekałam na korytarzu aż chłopcy wyjdą z garderoby, ponieważ musieli zmienić ubrania. Po niecałych 20 minutach w drzwiach stanął zadowolony Louis, który gdy tylko mnie zobaczył podbiegł do mnie i wziął w objęcia. Obdarowałam go dużym całusem, a on postawił mnie na ziemię.
 - Byłeś świetny. - Pogratulowałam mu występu.
 - No mam taką nadzieję, bo specjalnie dla ciebie starałem się śpiewać jak najlepiej. - Pokazał rządek swoich białych ząbków.
 - Naprawdę bardzo mi się podobało. - Dałam mu jeszcze jednego całusa. Zaraz po tym pozostali chłopcy również opuścili garderobę, pogratulowałam każdemu z osobna i obdarowałam przytulasem.
 - Dobra chodźmy już, bo fanki na pewno już się niecierpliwią. - Oznajmił Liam i ruszył w kierunku pomieszczenia, w którym znajdowały się fanki.
 - To ja poczekam na was tam na kanapie albo pogadam Paul'em czy coś. - Zwróciłam się do Louis'a.
 - No co ty, idziesz z nami. - Pociągnął mnie za rękę.
 - Ale po co? Będę wam tylko przeszkadzać, a poza tym fanki na pewno chcą was mieć tylko dla siebie. - Próbowałam się wyrwać lecz bezskutecznie.
 - Ale ja już jestem zajęty przez ciebie i fanki muszą się z tym pogodzić więc chodź, bo to i tak nie robi różnicy czy będziesz z nami czy nie.
 - A właśnie, że robi różnicę. - Dalej się z nim siłowałam lecz po minucie stwierdziłam, że jest to bez sensu więc się poddałam. Niepewnie weszłam do pokoju gdzie byli już pozostali chłopcy i około 10 fanek.
 - Hej. - Lou przywitał się z grupą dziewczyn, a ja im pomachałam. O dziwo wszystkie z tych dziewczyn były zadowolone, że mogą mnie poznać i w ogóle zobaczyć. Szczerze mówiąc strasznie mi to pochlebiało. Dziewczęta zasiadły na dużej skórzanej kanapie, natomiast my na takiej samej tyle, że mniejszej, naprzeciw ich. W momencie kiedy chciałam usiąść Tommo tak pociągnął mnie w swoją stronę, że wylądowałam na jego kolanach. Zadowolony ze swojego czynu uśmiechnął się szeroko, a ja natomiast posłałam mu wrogie spojrzenie na co ten mnie przytulił. Wywróciłam oczyma, a następnie przeniosłam wzrok na fanki, które wpatrywały się w nas z mega podjarką. Na początek spotkania wszyscy się przedstawili, a potem chłopacy dali im wolną rękę więc mogły zadawać pytania na jakiekolwiek tematy. Wszystkie oczywiście w większości były prywatne, ale jakoś uchodziły, ale kiedy jedna fanka przeniosła swój wzrok na mnie już wiedziałam, że coś wypali.
 - Planujecie ślub? - Kiwnęła głową w stronę moją i Louis'a.
 - Jak na razie o tym nie rozmawialiśmy, ale kiedyś na pewno. - Louis odpowiedział i wtulił się we mnie mocniej. Ucieszył mnie fakt, że Lou myśli o naszej przyszłości, kiedyś na pewno fajnie byłoby zostać panią Tomlinson.
 - A dzieci? Planowaliście już to? - Spytała inna.
 - Ja chcę mieć 9 córek i 1 syna. - Boo odpowiedział rześko.
 - Chyba sobie żartujesz, na pewno nie ze mną. - Popatrzyłam na niego z kpiącą miną.
 - Ale czemu? Fajnie byłoby mieć taką dużą rodzinkę i psa do tego.
 - To jak tak bardzo tobie na tym zależy to sobie sam zrób te dzieci i potem jeszcze uródź. - Fanki jak i pozostali chłopcy zareagowali śmiechem na naszą konwersację.
 - Obawiam się, że to będzie trochę trudne. - Dodał po zastanowieniu się.
 - Dobra zmieńmy może temat, bo zaraz państwo Tomlinson nam się tu pozabijają. - Odezwał się Harry.
 - W takim razie wszyscy oprócz Louis'a jesteście singlami.? - Zapytała chyba najstarsza z dziewczyn.
 - Tak. - Potwierdził Zayn.
 - No może oprócz Niall'a, który jest po uszy zakochany. - Zaśmiał się Hazza, który po chwili oberwał od blondasa po głowie. - Ała.!! No co? Mówię prawdę. - To co powiedział Styles wywołało lekki zamęt wśród fanek, gdyż chciały wiedzieć o co chodzi z tym zakochaniem Horana, lecz Niall za wszelką cenę unikał tego tematu.
Na koniec spotkania było jeszcze rozdawanie autografów oraz robienie sobie zdjęć.
Wszyscy pożegnaliśmy się z Directionerkami i zmęczeni ruszyliśmy w kierunku busa.
Chłopaki tak sobie pomyślałem czy nie lepiej byłoby wynająć pokoje w hotelu na tą jedną noc.
 - Odezwał się Paul kiedy byliśmy już na miejscu.
 - Czytasz mi w myślach. - Odpowiedział mu na to Lou.
 - Jestem za. - Potwierdził Zayn.
 - I ja, ja i ja... - Wszyscy byliśmy zgodni.
 - W takim razie idę załatwić jakieś miejsce. - Oznajmił i poszedł gdzieś w głąb busa.
Po około 30 minutach byliśmy już pod 5 gwiazdkowym hotelem, obsługa odebrała nasze bagaże, a my zaczęliśmy uzgadniać z kim będziemy mieć pokoje.
 - Ja chcę mieć z Sam.! - Louis się wydarł.
 - Ok, ale ja do was dochodzę, a wy bierzecie 4 osobowy. - Zarządził Paul.
 - No, ale my chcieliśmy sami. - Tommo zaczął zrzędzić.
 - Ktoś przecież musi was pilnować, a ta fucha akurat zajęta jest przeze mnie.
 - No Paul no, weź sobie jednoosobowy pokój. Przynajmniej będziesz miał spokój, a my obiecujemy, że będziemy grzeczni. Co nie Sami.? - Lou posłał mi znaczące spojrzenie.
 - Oczywiście. - Potwierdziłam.
 - Coś mi się nie chce wam wierzyć. - Paul zmierzył nas wzrokiem.
 - Dobra Paul daj im spokój, kiedyś muszą się wyżyć. - Odezwał się Styles.
 - No chyba ty musisz. - Odburknęłam w jego kierunku.
 - Dobra Lou z Sam weźcie dwuosobowy. Ja, Niall, Harry i Liam – cztero, a ty Paul jednoosobowy apartament i wszyscy będą zadowoleni. - Zayn chciał ratować sytuację.
 - Oj przepraszam, ja jakoś nie jestem zadowolony z przydziału.
 - Ty to już się lepiej zamknij Styles. - Niall zakrył mu twarz dłonią.
 - W takim razie zostajemy przy mojej propozycji? - Zapytał Zayn.
 - Dobra niech wam już będzie. - Paul się zgodził i poszedł do recepcji aby nas zakwaterować.



______________________________________________________
Jak na razie to tyle. ; )
Wiem, że rozdział nie jest za długi, ale zawsze coś. 
Ostatnio nie miałam tyle czasu aby dodać rozdział, ale teraz kiedy zaczął się rok szkolny myślę, że znajdę go trochę więcej. ; ) No chyba, że będę miała dużo nauki.
Tak wg. to strasznie chciałam wam podziękować za ponad 10 tys. wejść. ; DD Nawet nie wiecie jak strasznie się jarałam kiedy zobaczyłam tą liczbę. Og. to w strasznie szybkim tempie rośnie liczba wyświetleń oraz jest coraz więcej obserwujących, ale kom. niestety stoją z taką samą liczbą. ; ( Ale to tak na marginesie. ; pp 
Jeżeli chcecie pogadać albo coś to śmiało piszcie na GG: 42372586 oraz dodawajcie się do obserwujących na tt. ; )) @PamelaSieczka
Serdecznie pozdrawiam i liczę na duuużo komentarzy. ; **